|
Ta gra jest warta zachodu! Spójrzmy: oto w ciągu ostatniego
półrocza polskie banki i pośrednicy finansowi udzielili kredytów
hipotecznych za 10 mld złotych, szybkich pożyczek gotówkowych – za 3
mld zł. Liczba wydanych przez banki kart kredytowych rośnie aż o milion
rocznie. Szalenie istotne robi się w tej grze zatem to, która
instytucja pozyska i utrzyma przy sobie najwięcej klientów! Jak to
czynić? Może marketingiem zmysłów, a konkretnie: wyrafinowanymi kodami
dźwiękowymi?
Ten ostatni sposób to tzw. audiomarketing, odwołujący się
bezpośrednio nie do marki, lecz nasuwający skojarzenia z nią związane i
budujący jej wizerunkowy kontekst. Czy aby możliwe jest jednak
stworzenie takiego świata marki bez podawania jej nazwy i logo? A
klient, poddawany abstrakcyjnym bodźcom dźwiękowym, natychmiast połapie
się wtedy i odniesie ten kontekst do konkretnego produktu czy usługi?
Obawy
w tych kwestiach wyraża prof. Bogusław Kwarciak, psycholog zachowań
konsumenckich. Zachowanie człowieka nie do końca i nie zawsze jest
przewidywalne, a wszystko przez tzw. bodźce sensoryczne, do których
zaliczamy dźwięk. – Reakcja na te bodźce nie może być przez człowieka
racjonalizowana – tłumaczy profesor. To dlatego audiomarketing jest tak
skutecznym narzędziem wspierającym kreację marki. Tylko wspierającym –
podkreśla dodatkowo.
Pewne jest zatem, że aby stworzyć
wizerunek marki, niezbędna jest jej werbalizacja i kodowanie graficzne.
A co ze zmysłem słuchu? Skoro dźwięk wspomaga, to audiomarketing musi
być stosowany, i to już od dawna, w postaci przeróżnych jingli czy
powiązań danej marki z przebojami muzycznymi.
Taka
akcja marketingowa oddziałuje na nas (mówimy, że muzyka wpada w ucho) w
jasno określonym celu: sprowokowania pożądanych zachowań klientowskich.
Dzięki odpowiedniej muzyce można budzić poczucie bezpieczeństwa czy
zaufania (jakże istotne w sztuce ubezpieczeniowej!), relaksować,
nakłaniać do działania czy nawet wpływać na taką, czy inną percepcję
miejsca i czasu.
Zastanówmy się jeszcze nad potencjałem
oddziaływania audiomarketingu w Polsce. Sęk w umiejętności słuchania,
odbierania dźwięków. U nas, jak podaje PBS w niedawnych badaniach nad
popularnością różnych form kultury (ich szczegółowe wyniki: patrz
tabela), społeczeństwo coraz więcej ogląda i coraz mniej czyta (skoro
95% polskich domów ma telewizor, a 88% książki). Jeszcze mniej
rozpowszechniona jest... muzyka, obecna na nośnikach wszelakiego
rodzaju, w 80% domów. Tyle o domach Polaków, na bodźce dźwiękowe
natrafić można przecież w tylu innych miejscach.
Specjaliści
wróżą audiomarketingowi wielką przyszłość. Ciekawie będą wyglądać próby
biznesowego odwoływania się do naszej podświadomości, nowatorskie
chwyty marketingowe czy dalsze uatrakcyjnianie sposobów, miejsc
sprzedaży. Co z ubezpieczeniami? Kilka taktów muzyki i już się wie, o
jaką firmę chodzi? Aż strach pomyśleć o chaosie, kiedy na rozrastającym
się rynku zadźwięczałyby wszystkie działające na nim firmy?!
|