|
Z miesiąc temu, gdy byliśmy w centrum tragedii smoleńskiej i pogrzebów, na które sypał się z nieba wulkaniczny pył, napisałam na swoim blogu chihihi fraszkę zatytułowaną: WULKAN na prezydenta Europy.
Brzmiała ona następująco: Niechaj każdy zapamięta: “Wulkan na prezydenta!” To już wkrótce się dokona, bo Europa… zapylona. Nie minęły trzy tygodnie, czytam najświeższą Politykę i na str. 114 widzę przepiękny rysuneczek Czeczota, na którym jest pan, z uszu buchają mu “wulkany” i podpisem: M.R. WOLCANO PREZYDENTEM U.E. Ucieszyłam się, że myślimy podobnie ze świetnym rysownikiem. W naszym żarcie jest oczywiście podtekst: to nie tylko chęci polityków zadecydują, jak szybko będzie przebiegać integracja europejska, ale wydarzenia uderzające w nas wszystkich, w Europejczyków jako całość. Zaczął to robić „sam z siebie” islandzki wulkan, ukazując, jak niedoskonałe są regulacje dotyczące nadzorów regulujących europejską przestrzeń powietrzną. Potem nadszedł kryzys grecki, który wykazał z kolei niedoskonałość unormowań finansowych i konieczność szybkiej i solidarnej zrzutki na państwo Platona i Arystotelesa. Strach przed podobnymi i dość prawdopodobnym i wydarzeniami na Półwyspie Iberyjskim sprawia, że tempa nabrały rozmowy na temat europejskich finansów i samego euro. Dochodzą do tego pokryzysowe tendencje w gospodarce światowej i rosnąca waga państw azjatyckich na czele z Chinami i Indiami. W tym kontekście chodzi o konkurencyjność Europy jako całości i utrzymanie – jeśli już nie systematyczny wzrost – poziom dobrobytu i zabezpieczeń socjalnych. I tak w obliczu wspólnego zagrożenia tendencje „do” stają się silniejsze, niż tendencje „od”. Byt określa świadomość – to stary Karol Marks, Europejczyk a jakże, kłania się zza grobu. Bożena M. Dołęgowska-Wysocka |