Zapomniałeś hasła? a
Bo najgorszy jest ambaras...
środa, 05 maj 2010
 

ImageWielokrotnie szukałam w księgarniach książki Baracka Obamy pt. Odziedziczone marzenia, ale jakoś nigdy jej nie dostrzegłam. Pewnie źle szukałam. Kupiłam ją kilka dni temu, i to wcale nie w księgarni, tylko od przygodnego sprzedawcy. To autobiografia obecnego prezydenta USA, którą pisał, gdy jeszcze prezydentem nie był. Nie mogę się od niej oderwać, nawet męża zostawiłam sam na sam z Jak rozpętałem II wojnę światową...

Czytam, czytam, czytam. I nieraz przechodzą mnie dreszcze – to wtedy, gdy bije z tych stron czysta prawda. Ja ją czuję. Może to dlatego, że po latach duchowego przyzwolenia na wiele w moim życiu, znów rozpoczęłam prawdziwą walkę o to, w co wierzę, co jest mi bliskie i czego nie dam sobie ukraść. Nie pozwolę się na przykład zepchnąć do narożnika „Nie-patriotów” „Prawdziwym patriotom”, dlatego że czuję i przeżywam Ojczyznę inaczej, że bliskie są mi inne tradycje, że nie cierpię historiografii trumiennej, że jestem kosmopolityczną masonką. Ta książka Obamy dodaje mi sił i wiary w sens takiej niby z góry  przegranej walki. Daruję mu już to nieprzyjechanie do Krakowa na pogrzeb pary prezydenckiej. Gdyby przyjechał i całe NATO za nim, to pewnie stalibyśmy się purchawką monstrualną, a tak – tylko dobrze wyrośniętą…

Na nieprzylot Obamy
Nie będzie Obamy – problem z głowy mamy,
Miedwiediew na czele, wiwat przyjaciele!

Fraszka powyższa to tylko jedna z całej serii moich wierszyków polityczno-satyrycznych, które „same” zaczęły mi się pisać na moim blogu Chichot historii, gdy już groza pierwszych dni po katastrofie minęła i jak kania deszczu potrzebowałam odreagowania rosnących emocji. Jeden z nich, dedykowany pretendentowi do prezydentury Jarosławowi K., którego przyrównałam do wawelskiego smoka (dwugłowego...), zakończyłam następująco:

...O Polsko moja
szewca poszukuję,
co z siarką strawę
smokowi zgotuje,

aby przeczyściła
smoka wawelskiego,
by żółć zeń wylazła,
no i złość do tego.

Otóż ostatnią zwrotkę dopisałam do wiersza pod wpływem pewnego rzecznika prasowego jednego z dużych towarzystw ubezpieczeniowych, który całkowicie prywatnie napisał mi maila, co myśli o moich „politycznych agitkach”, których wcześniej w moim blogu nie widział. Podziękowałam, uderzyłam się w piersi i... dałam smokowi na przeczyszczenie.
Te moje niepoważne wierszyki wyrażają jednak bardzo poważne treści i zasadnicze sprawy, które znowu ujawniły się z całą mocą w dniach Żałoby narodowej.


Przy Kościele św. Krzyża

Jezus okryty flagą, biały i czerwony,
czy Bóg ze swego Syna jest zadowolony?
Przy nim Polak-Katolik, z drugim gadu-gadu,
a ja w mig zostałam agentką Mosadu.
Tusk to „cham pospolity”, co „spietrał przy trumnach”,
poza tym Ojczyzna Wielka i Rozumna.
Nie ma to jak Boleść, Nasza Polska Zdrowa,
i żałoba powszechna…
Jednonarodowa!


Polaków łączy tylko ból – to tytuł wywiadu, jaki Rafał Kalukin, dziennikarz „Gazety Wyborczej”, przeprowadził ze Stefanem Chwinem, historykiem, pisarzem, profesorem Uniwersytetu Gdańskiego. Bliski jest mi, dotyczy głównie katastrofy smoleńskiej, myślenia romantycznego Polaków, znaczenia mitu. Zacytuję tu kilka myśli: „Z przerażeniem, ale i w dziwnym, masochistycznym uniesieniu poczuliśmy, że znowu znaleźliśmy się w tej samej sytuacji co zawsze. Znowu ktoś uderzył w naszą niewinność i słabość. To jest właśnie rdzeń romantyzmu. […] Duch naszej kultury każe nam mówić o zmarłych „świętej pamięci”. Oznacza to, że nie należy świeckim trybem chłodno roztrząsać okoliczności wypadku. Bo takie dywagacje zdaniem Polaków naruszają świętość tych, co odeszli. […] Nie sądzę, aby młode pokolenie w większości wspierające Platformę przyjęło mit bohaterskiego prezydenta jako „świętej ofiary Katynia”. Natomiast zwolennicy PiS z pewnością ten mit podejmą. […] Sama przestrzeń symboliczna nekropolii wawelskiej ma taką siłę mitotwórczą, że żaden dyskurs krytyczny nie jest w stanie osłabić jej oddziaływania na wyobraźnię zbiorową”.

Też tak sądzę i stąd – chyba podświadomie – wybrałam formę satyrycznych rymowanek politycznych do walki z takimi mitami. Rozumem nie zawalczysz, a śmiechem i przekłuwaniem nadętych balonów – i owszem. Tak, szargam nieraz świadomie „świętości”. Jestem przekonana, że prawdziwa świętość się obroni (Prawdziwa cnota krytyk się nie boi), a nadętą purchawkę należy przycisnąć, by wyszedł smrodliwy dymek. Wiem, że hen, tam w zaświatach, mój Mistrz i Nauczyciel Tadeusz Żeleński-Boy sekunduje mi w tym dziele. On rzeczywiście zmarł śmiercią męczeńską od hitlerowskich kul, ale że świętości za życia szargał, to wielu „Polaków-katolików” za męczennika Go nigdy nie uznało. Nie przypuszczałam swoją drogą, że po 18 latach, kiedy postawiłam ostatnią kropkę w mojej książce o Boyu-Żeleńskim, pt. Poboyowisko, jego myśli i przesłanie nabiorą znowu takiej aktualności.

W hołdzie Tadeuszowi  Boyowi-Żeleńskiemu

 Co by Boy powiedział,
gdyby teraz siedział
w Jamie Michalika?
 „Bo największy jest ambaras,
żeby dwoje chciało naraz”…
 Aby troje…, aby czworo,…
straszne nerwy dziś mnie biorą,
bo najgorsze w polityce,
ilu chciało? – nie policzę.
Strasznie chcieli – wyłysieli!
Więc już mamy problem nowy,
nie mogą rwać włosów z głowy.
Jak politykować, skoro
nie podzielą włosa w czworo.
Zejdźmy niżej
 – Achillesa słynna pięta,
jak tu wybrać prezydenta,
gdy nie nasi to alianci,
ale Nasi okupanci!
Drogi Boyu, nowe rymy
wymyślają, jako i my:
„Bo największy jest ambaras,
żeby  w s z y s c y   chcieli naraz”.
Piekło mężczyzn!
Piekło kobiet!
Jak pogodzić Polski obie?
Zielony Balonik
 po niebiosach goni,
MY hen, uleciało,
pozostali ONI.

Otóż ja nie chcę, aby ONI znowu urządzali mi Polskę po swojemu. Nie chcę Polski budującej swą wielkość jedynie na ilości przelanej krwi i trumien, nie chcę Polski wietrzącej zewsząd zagrożenie i spiski, nie chcę widzieć wokół siebie potencjalnych tajnych agentów, nie chcę Polski haków i teczek. Pisałam już o tym trzy lata temu w tej samej rubryce w felietonie pt. Lustrować nie lustrować? Nie chcę powrotu takiej Polski!

Bożena M. Dołęgowska-Wysocka

Jak to było z lustracją w środowiskach finansowo-ubezpieczeniowych można przeczytać w „Gazecie Ubezpieczeniowej” nr 19 z datą wydawniczą 11 maja br.


   
Drukuj

Komentarze użytkowników  
 

Średnia ocena użytkownika

 

Pokaż 1 z 1 komentarzy

... i od grafomanów zachowaj nas...

Napisany przez: grzegorz () z 08-05-2010 02:16

... i od grafomanów zachowaj nas...

Napisany przez: grzegorz z 08-05-2010 02:16

Kobieto! Co to ma wspólnego z ubezpieczeniami? Zaglądam na tę stronę, by być w kontakcie z rynkiem ubezpieczeniowym, a nie po to, by czytać wątpliwej jakości teksty osobiste. Tak głębokie refleksje czytam u źródła, czyli w "Gazecie Wyborczej" i proszę o nie streszczanie ich swoimi słowami.

 

» Odpowiedz na komentarz...

Pokaż 1 z 1 komentarzy



Dodaj swój komentarz
Imię
Tytuł  
Komentarz
 
Dozwolone liczba znaków: 2000
 
  Podaj wynik działania:
D4X         A58      
A      3    R     AN9
PLE   26G   NA5      
  4    J    I G   T8F
WRG         ATE      
   
   



mXcomment 1.0.7.::.Polish Version - JoomlaPL.com Team © 2007-2010 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved



Najczęściej czytane - Trzecim okiem

BIBLIOTEKA GAZETY UBEZPIECZENIOWEJ
KSIĄŻKIE-BOOKI    
Myśl i działaj dla przyszłości 46 zasad zdrowego rozsądku Umysł sprzedawcy365 dni do Sukcesu Vademecum doradcy ubezpieczeniowego
Skuteczne poszukiwanie klientów
Cena: 25,00
Dodaj do koszyka
Cena: 21,70
Dodaj do koszyka
Cena: 29,95
Dodaj do koszyka
Cena: 21,70
Dodaj do koszyka
Cena: 21,70
Dodaj do koszyka
Cena: 19,97
Dodaj do koszyka
Inne e-booki dla wymagających