Może to ja czegoś nie rozumiem...
wtorek, 22 czerwca 2004 17:06
16 czerwca, środa
Moje biurowe koleżanki są, wydawać by się mogło, kobietami dojrzałymi, odpowiedzialnymi i przede wszystkim normalnymi. Tymczasem to, co zaobserwowałem wczoraj przed południem w naszym biurze, zachwiało we mnie wiarę w ich moce umysłowe.
Zaczęło się niegroźnie – od cotygodniowej lektury najnowszego numeru „Gazety Ubezpieczeniowej”.
– Taki przystojny mężczyzna z tego Fijora! A jaki mądry! – westchnęła nabożnie telemarketerka Mariolka. Dwie najstarsze stażem agentki, Janeczka i Zośka, pokręciły przecząco głowami.
– Jeszcze do niedawna twierdziłaś, że podoba Ci się pan Fesnak... Wcześniej dałabyś się pokroić za Dąblewskiego. Dlaczego jesteś taka niestała?! – Janeczkę zmienne gusta Mariolki wyraźnie zniesmaczyły.
– Poza tym, Mariolu, jesteś mężatką i takie zachwyty nad innym niż własny mąż mężczyzną są wysoce niestosowne – skarciła telemarketerkę Zośka.

Mariolka przyglądała się badawczo koleżankom.
– Żartujecie, prawda? Nabijacie się ze mnie? – pytała niedowierzająco, ale ani Zośce, ani tym bardziej Janeczce nie żarty były w głowie.
– Takie fascynacje idolami z pierwszych stron gazet mogą nie dziwić u nastolatki, ale ty, Mariolu, masz już czterdziestkę na karku, pierwsze siwe włosy i zmarszczki wokół oczu!

No i wtedy się zaczęło! Trzy harpie skoczyły sobie do oczu, a ja przezornie schowałem się w zakładowym kibelku, ale i tak wszystkie odgłosy biurowej awantury docierały bez najmniejszych zakłóceń do moich uszu. Przeważała tematyka dermatologiczna – skupiono się na ilości i głębokości zmarszczek. Panie wypominały sobie też celulit, nadwagę, menopauzę i żylaki.

Wyrzucały to z siebie na wyjątkowo wysokich częstotliwościach – rzec by można „babski jazgot”.

Potem nagle wszystko ucichło. Uznałem to za dobry znak dla opuszczenia miejsca mojego odosobnienia.

Panie siedziały przy swoich biurkach: Mariolka cichutko chlipała w chusteczkę, Janeczce trzęsły się ręce, a Zośka była śmiertelnie blada. Coś strasznego wisiało w powietrzu, a wewnętrzny głos kazał mi brać nogi za pas i wiać z biura.

Wróciłem po godzinie, przekonany, że zastanę tam zwłoki, zgliszcza i ruiny. O, jakże bardzo się myliłem! Wszystkie trzy panie w doskonałych humorach raczyły się kawą i kremówkami, nie szczędząc sobie nawzajem komplementów.

Hm... chyba nigdy nie zrozumiem kobiet!

20 czerwca, niedziela

Są dni, kiedy dziwię się osobom wyrażającym negatywne opinie o agentach ubezpieczeniowych. Ale są też i takie dni, kiedy sam jestem skłonny wyrazić o niektórych pośrednikach jak najbardziej niepochlebne zdanie.

Wczoraj właśnie miałem taki dzień, a niesmak po spotkaniu, na które zostałem najzwyczajniej w świecie zwabiony, trwa nadal.

No, ale po kolei... W piątek zadzwonił do mnie kolega po fachu, z którym – pomimo że pracuje dla konkurencji – pozostajemy w bardzo przyjaznych stosunkach. Kolega ów zaproponował mi spotkanie, jego celu jednak nie chciał mi wyjawić i w ogóle wydawał się bardzo tajemniczy.

Umówiliśmy się w jednej z uroczych knajpek na niemieckim brzegu Nysy. Mój znajomy nadal nie chciał wyjawić, czemu ma służyć nasze spotkanie. Po chwili dołączyło do nas kilku mężczyzn, również agentów i również zaciekawionych. Na końcu pojawił się ON – inicjator spotkania.

Zauważyłem jednak, że na jego widok tylko ja doznałem szoku.

Piotr jest znanym w naszym mieście pośrednikiem ubezpieczeniowym – niestety znanym od jak najgorszej strony. „Wsławił się” przepisywaniem sporej grupy swoich klientów z jednego funduszu powierniczego do drugiego, a potem do trzeciego. Kolejne towarzystwa, z których był wyrzucany, także opuszczał wraz z całym swoim „dorobkiem”. Do tego krążyły pogłoski o wyłudzanych wielokrotnie przez niego większych sumach pieniędzy, nie tylko od osób fizycznych, ale również od firm. W sumie przylgnęła do niego opinia oszusta, krętacza i intryganta.

Nam zaproponował... góry pieniędzy, do których – według zaprezentowanego na papierowej serwetce biznesplanu – mieliśmy dojść najpóźniej w ciągu 6 miesięcy. Metoda była prosta – „wystarczyło” wraz z całym swoim dorobkiem przejść do agencji ubezpieczeniowej w Goerlitz.
– No tak, ale ja nie znam języka – jeden z mężczyzn najwyraźniej dał się przekonać do pomysłu, miał tylko jedne malutkie „ale”. – Jak będę pracował dla niemieckiego pracodawcy?

Okazało się, że nawet taki „szczegół” jak nieznajomość niemieckiego w niczym nie przeszkadza. Po prostu za Nysą czeka na nas raj!
– Pomyślałem i o tym – rzekł z dumą Piotr – wielu z was nie zna ani biegle języka, ani tym bardziej w chwili obecnej nie może zatrudnić się u niemieckiego pracodawcy. To wszystko bowiem wymaga załatwienia wielu formalności. Dlatego w tej chwili proponuję wam układ: jedynym oficjalnie zatrudnionym w niemieckiej agencji jestem ja. Tak naprawdę jednak stworzymy zespół, sprawiedliwie dzielący się zyskami.
– Oczywiście wcześniej wszystkich naszych klientów zabierzemy z obecnych towarzystw i przepiszemy na Pana? – zapytałem z ironią w głosie. O dziwo, nikt tej ironii nie wyczuł, popatrzono za to na mnie z politowaniem należnym osobie o niezbyt lotnym rozumie.
– No przecie to jasne! – fuknął na mnie młodzieniec, strasznie zapalony do pomysłu. – Jak pan sobie wyobraża zarobek z zerowym stanem polis na koncie?!

Wycofałem się z tej „burzy mózgów”, zaskoczony łatwością z jaką udało się Piotrowi przekonać innych do swojego planu.

Teraz zastanawiam się, czy ten człowiek jest tylko i wyłącznie oszustem żerującym na ludzkiej naiwności i głupocie, czy też fenomenalnym znawcą ludzkich dusz i mistrzem manipulacji w dochodzeniu do upragnionego przez siebie celu?

21 czerwca, poniedziałek

Pan Józef to mój długoletni klient. Zawdzięczam mu wiele świetnych poleceń oraz niezapomniane chwile spędzane na pasjonujących rozmowach.

Józef zawsze był oryginałem – przesympatycznym, ale jednak oryginałem. Dziś po raz kolejny zaskoczył mnie swoim zachowaniem. Na tyle, że do tej pory zastanawiam się, czy to jeszcze człek niekonwencjonalny, czy już po prostu dziwak.

Spotkaliśmy się na działce. Mój klient jest zapalonym ogrodnikiem. W zasadzie późną wiosną przenosi się do swojej altanki i tam spędza całe lato.
– Wejdź, wejdź... Tylko bramkę zamknij, bo pouciekają – szepnął w odpowiedzi na moje „dzień dobry”.

Zamknąłem bramkę, rozglądając się za – na przykład – kurczakami albo szczeniętami. Nic takiego jednak po ogródku nie biegało.
– Chodź tutaj, popatrz! – machnął ręką, pochylając się nad jakimiś kubłami.

Podszedłem. W wiadrach napełnionych do połowy świeżo ściętą trawą znajdował się ślimak. Autentycznie – jeden ślimak, sztuk: 1.
– Cholera... – zasępił się mój klient. – Jasny gwint, uciekły! No niech to szlag! Zwiały!
– Ślimaki? – zapytałem niezbyt pewnie.
– No kurde, jasne że ślimaki, przecież że nie konie! Cholerka, tylko ten jeden został. Ten najszybszy...
– Właśnie widzę, że najszybszy – skomentowałem złośliwie.

Józefa ucieczka ślimaków zupełnie załamała. O jakichkolwiek zmianach w polisie w związku z jej zbliżającą się, kolejną rocznicą w ogóle nie chciał rozmawiać. Posiedziałem z nim jeszcze w milczeniu przez pół godziny, obserwując jak mój klient markotnieje coraz bardziej.

Nie chciałbym wysuwać zbyt daleko idących wniosków, ale zaczynam się mocno obawiać o jego stan. Chociaż... może to ja czegoś nie rozumiem?

Wysłuchała i spisała:

Hanna Kustosz

 

KNF: Marek Chrzanowski zrezygnował

13 listopada przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) Marek Chrzanowski złożył rezygnację z pełnionej przez siebie funkcji. Rezygnacja...


czytaj dalej

Superpolisa: Anna Bernacka-Matras pełnomocnikiem zarządu ds. sprzedaży

Anna Bernacka-Matras, przez ostatnie lata dyrektor największego przedstawicielstwa w strukturach sprzedażowych Grupy Ergo Hestia, dołączyła w...


czytaj dalej

Allianz: Górna połowa przedziału docelowego

Jest wysoce prawdopodobne, że Allianz osiągnie w 2018 r. zysk z górnej połowy przedziału docelowego – przewiduje dyrektor finansowy Giulio...


czytaj dalej

Talanx: Wzrost zysków mimo dużych obciążeń

Przez trzy kwartały obecnego roku Grupa Talanx zarobiła netto blisko 500 mln euro. Do osiągnięcia tego wyniku przyczyniły się niemal wszystkie...


czytaj dalej

Rozmowy bez Asekuracji: Generalnie o likwidacji

Opublikowany 13 listopada 41. odcinek podcastu „Rozmowy bez Asekuracji” poświęcony był najnowszym wdrożeniom w obszarze likwidacji szkód w...


czytaj dalej

Allianz Polska: Uproszczenie komunikacji z klientami

25 tys. przepisanych słów, 1900 godzin analiz dokumentów i szablonów, 500 godzin warsztatów, 120 godzin projektowania – tak wyglądał projekt...


czytaj dalej

 

Adres redakcji

ul. Bracka 3 lok. 4
00-501 Warszawa
tel. (22) 628 26 31

email redakcja@gu.com.pl

Gazeta

Prenumerata
E-wydanie

Firma

Redakcja
Reklama

Ogłoszenia

Podcast

Kursy on-line
Zamów newsletter
Facebook